piątek, 31 lipca 2009

JAN BOBRZYŃSKI JAKO PUBLICYSTA I WYDAWCA

Jan Bobrzyński – polityk, publicysta, ale przede wszystkim wielki patriota, który swoimi zapatrywaniami wyprzedzał ludzi swojej epoki i swego środowiska. Wizjoner przewidujący zbliżający się nieuchronnie upadek. Chciał ratować swój kraj, ale zawsze jego najszlachetniejsze zamiary napotykały na przeszkody nie do przejścia w postaci najpospolitszego materializmu egoistycznych jednostek, dążących do zrealizowania osobistych celów. Pisał w swoim pamiętniku, że chyba ciąży nad nim jakieś przekleństwo, obracające za każdym razem w niwecz jego dojrzewające już działania. Kończąc życie doszedł do wniosku, że 25-letni okres pracy, który poświęcił ojczyźnie został stracony […] w skutek zwodniczej, jak senna ułuda, niesolidności charakteru wyższej inteligencji naszego społeczeństwa.
Jan Bobrzyński bardziej niż politykiem był publicystą, który starał się wywrzeć wpływ na ewolucje myśli politycznej, nie tylko konserwatywnej, ale i całego społeczeństwa. Chciał być nauczycielem narodu. Jednak jego program nie przystawał do realiów czasów w których żył. Dla niego najważniejsza była wolność polityczna i gospodarcza jednostki. Ta z kolei nader często kłóci się jednak z zasadą, że liczy się przede wszystkim zdanie większości.
Ojcem Jana Bobrzyńskiego był Michał Bobrzyński, wybitny historyk, jeden z twórców krakowskiej szkoły historycznej. Polityk konserwatywny, profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, który pełnił między innymi funkcje cesarsko-królewskiego namiestnika Galicji. Spod jego pióra wyszła głośna książka „Dzieje Polski w zarysie”. Matką zaś była córka znanego przemysłowca Hipolita Cegielskiego - Zofia.
Jan Bobrzyński po ukończeniu szkoły średniej rozpoczął studia filologiczne na Uniwersytecie Jagiellońskim. Nie kończąc ich, wyjechał na wyższe studia chemiczne do Karlsruhe, gdzie w 1910 roku uzyskał doktorat z chemii. Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości powrócił do Warszawy by włączyć się w odbudowę gospodarki odrodzonego państwa. Najpierw dostał posadę w Ministerstwie Przemysłu i Handlu. Pracując tam Jan Bobrzyński wydał kilka broszur, w których wskazywał możliwość powstania nowej gałęzi przemysłu chemicznego, polegającej na ratyfikacji węgla. Wydał także rozprawę zatytułowaną „Monopole w Polsce”, włączając się w ten sposób w dyskusję (w tym czasie w sejmie podejmowano decyzje o zakresie wprowadzenia monopoli w nowo powstałym państwie), w której opowiedział się za jak najsilniejszym zagwarantowaniem rozwoju przedsiębiorczości prywatnej, z maksymalnie ograniczoną ingerencją i działalnością gospodarczą państwa.
Nie ograniczał się tylko do teorii. Po odejściu z Ministerstwa był jednym z założycieli Towarzystwa Przemysłu Węglowego, którego celem było wybudowanie fabryki przetwarzającej węgiel górnośląski. Towarzystwo jednak w niedługim czasie zbankrutowało, a Jana Bobrzyńskiego, który ulokował w nim całe oszczędności, spotkało srogie rozczarowanie.
To niepowodzenie nie załamało go na długo. Zaczął szukać innego zajęcia. Postanowił wrócić do pisania. Nawiązał kontakty z całym szeregiem redakcji, rozpoczynając długoletnią działalność publicystyczną, którą prowadził aż do wybuchu wojny. Jego artykuły ukazywały się w katowickiej „Polonii”, „Dzienniku Poznańskim”, dorywczo pisał w „Czasie”, „Kurierze Polskim”, a później także w „Ilustrowanym Kurierze Krakowskim”. Jednak najmocniej był związany z konserwatywnym dziennikiem „Dzień Polski”, którego przez krótki czas był redaktorem naczelnym. To właśnie na łamach tego pisma powstała seria przygodnie pisanych artykułów, które jak twierdził sam autor […] bez specjalnej premedytacji układały się w pewną ideologię gospodarczą i polityczną. Zawarta w nich została historia dwuletniej walki idei zachowawczej o prawo obywatelstwa na arenie politycznej. Odzwierciedlając zarazem przemiany, jakie przechodziła ta idea w ciągu lat pod wpływem różnych zewnętrznych impulsów, jak i wewnętrznego doskonalenia, dostosowując się stopniowo do prądów i potrzeb czasu w Polsce i na świecie. Uwieńczeniem jego wysiłków na tym polu było wydanie zebranych artykułów w postaci książki pt: „Na drodze walki” w 1928 r.
Współpraca z „Dniem Polskim” zbliżyła go do polityki. Jan Bobrzyński już przed zamachem majowym współpracował z konserwatystami. Jego artykuły w „Dniu Polskim”, początkowo poświęcone życiu gospodarczemu, coraz częściej zaczęły dotyczyć spraw politycznych. Zwłaszcza te, ukazujące się w 1925 i na początku 1926 roku. Stanowiły one preludium dla wydarzeń majowych. Pisał w nich o tragicznej sytuacji gospodarczej, ale przede wszystkim koncentrował się na sytuacji wewnętrzno-politycznej, przepowiadając zwycięstwo bolszewizmu.
Dostrzegał, że polska myśl państwowa, wraz z nią stosunki polityczne, społeczne, a zwłaszcza gospodarcze ulegają zatraceniu w demagogii haseł, powodując ustawiczne wstrząsy, wprowadzając etatyzm, biurokrację, nadmierny fiskalizm i niszcząc w ten sposób możliwość gospodarczego i kulturalnego rozwoju wszystkich warstw [...] piorunująca demagogia ingerując wszędzie i we wszystko hamowała i niszczyła raz po raz istotny pochód wszystkich warstw ku górze, płodziła więc tylko zamieszanie, niepotrzebną zawiść i walkę klasową i kruszyła ustawicznie osiągnięte już realne zdobycze prawdziwego postępu.
Bobrzyński uważał, że aby ten stan rzeczy zmienić należy zerwać z ustrojem parlamentarnym, który utrzymuje panowanie ekonomiczne w rękach kapitału tylko dzięki „demokratycznej frazeologii stronnictw burżuazyjnych”. Jego zdaniem należało dążyć do takiej formy rządów, która nie bacząc na małą liczebność partii konserwatywnej wprowadziłaby ją jako realną siłę na arenę życia politycznego. Stąd może spoglądanie z zazdrością - nie tylko przez Bobrzyńskiego - na Włochy Mussoliniego. Wprawdzie dość krótko fascynował się sukcesami faszystowskiego państwa, niemniej jednak dostrzegał pozytywne przejawy polityki dyktatora Włoch, pomijając całkowicie skutki, jakie wiązały się z wprowadzeniem państwa totalitarnego.
Z upływem czasu w retoryce wypowiedzi redaktora „Dnia Polskiego” rosła na sile agresywność i zniecierpliwienie. Wydawało się, że pozostawała tylko jedna droga, którą należało kroczyć, pozostawała kwestia, kto po niej przeprowadzi naród. W momencie wybuchu przewrotu majowego Jan Bobrzyński przebywał w Austrii ale można jednak przypuszczać, że bliżej mu w tych dniach było do Mackiewicza niż do własnego ojca Michała Bobrzyńskiego. Dla Jana Bobrzyńskiego zamach majowy był „rewolucją” skierowaną przeciw zbyt słabemu państwu. Tak więc akceptował zamach jako początek nowego etapu w dziejach Polski. Wierzył, że sanacja przywróci w kraju porządek i ład.
Po przewrocie majowym zaangażował się w pracę Stronnictwa Prawicy Narodowej, budując struktury organizacyjne ugrupowania w Warszawie i innych miastach Polski. Ukoronowaniem jego działań było powołanie go na Sekretarza Generalnego SPN 5 grudnia 1926 roku, na którego czele stanął Janusz Radziwiłł.
Po początkowym, dość burzliwym okresie rozwoju organizacji Stronnictwo Prawicy Narodowej, wkrótce ujawniły się problemy związane z powstaniem Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Nastąpiły rozbieżności wewnątrz obozu konserwatywnego co do taktyki działania, jak i miejsca w obozie sanacyjnym. J. Bobrzyński od samego początku widział tylko jedną drogę, którą należało kroczyć, dając temu wyraz w publikacjach w „Dniu Polskim”. Głosił, że pod względem programowym konserwatyści powinni przystąpić do współpracy z rządem z tym że przede wszystkim powinni robić swoje, stając się jednocześnie języczkiem uwagi dla rządu. Pod względem taktyki organizacyjnej uważał natomiast, że należy rozwijać Prawicę Narodową, jako jedyną prawdziwą szkołę konserwatyzmu, z wyrobionym programem i tradycją, jednocześnie skupiając wokół niej coraz szersze sfery spośród wszelkich warstw społecznych, a zwłaszcza wszelkie organizacje. Ponadto zwracał uwagę na fakt, że nasilanie kontaktów z innymi ugrupowaniami zachowawczymi powinno prowadzić do stopniowej ich integracji w jeden wielki obóz konserwatywny na kształt angielski. Podkreślał także jak ważne jest, aby proces ten nie przebiegał nagle i nie został przeprowadzony w sposób sztuczny, co mogłoby spowodować rozrzedzenie i osłabienie konserwatyzmu. Będąc przez krótki okres redaktorem naczelnym „Dnia Polskiego” starał się nadać mu własną linię polityczną właśnie według w/w wskazań. Jan Bobrzyński krytycznie odnoszący się do taktyki konserwatystów, podporządkowania się polityce BBWR, ogłosił artykuł „Spirytyści”, który był skierowany przeciw niektórym prominentnym działaczom konserwatywnym. Zarzucał w wyżej wspomnianym artykule „wszystkim” siłom twórczym bezczynność wobec wyzwań stojących przed państwem. Jego zdaniem, oczekują one cudu od rządu i całe swe zadanie widzą li tylko w życzliwej neutralności lub całkowitym oddaniu. Według niego, przysługę oddaje się sprawie nie życzliwym ustosunkowaniem ale czynem.
Postępujące zbliżanie się konserwatystów do obozu piłsudczykowskiego, a następnie utworzenie Zjednoczenia Zachowawczych Organizacji skłoniło Bobrzyńskiego do podjęcia próby usamodzielnienia się. W kwietniu 1930 roku ukazał się pierwszy numer miesięcznika „Nasza Przyszłość” noszącego podtytuł: „Wolna Trybuna Zachowawczej Myśli Państwowej”. Pomysł pisma nie był jego. Zaproponował mu go sam Radziwiłł, który wyobrażał je sobie w formie miesięcznika naukowo-literackiego z odcieniem konserwatywnym. Bobrzyński podjął się realizacji tego pomysłu, tylko cel pisma postawił inny niż życzył sobie pomysłodawca. Po latach pisał, że przewidując koniec SPN zabezpieczył się angażując się w „Naszą Przyszłość”, która dała mu oparcie i pole działania, dzięki której mógł rozwinąć skrzydła. Pismo od samego początku było jego „oczkiem w głowie”. On je redagował i pisał większość artykułów, także pod pseudonimem „Stańczyk”. Wydaje się równie prawdopodobne przypuszczenie W. Micha, że większość tekstów sygnowanych podpisem „Redakcja” było jego autorstwa.
„Nasza Przyszłość” miała się stać wyrazem ideologii zachowawczej w różnych dziedzinach, [...] tak aby rząd i opinia publiczna dowiedziały się, czego konserwatyści chcą w dziedzinie ustroju państwa, polityki wewnętrznej i zagranicznej, zagadnień gospodarczych i społecznych i jak to zadanie pragną wykonać. Miesięcznik propagował tezy programowe, które miały być zarazem impulsem do czynnej akcji w konkretnych dziedzinach działalności państwa. Pierwszy numer ukazał się nakładem SPN, następne wydał Bobrzyński już za własne pieniądze, gdyż koncepcja pisma wywołała ostrą dyskusję wewnątrz stronnictwa. Wprawdzie założenia miesięcznika nie były sprzeczne z postulatami wysuwanymi w innych pismach zachowawczych, ale mimo to stronnictwo wycofało się z finansowania tego tytułu. Jesienią 1930 roku zostało powołane Koło Przyjaciół „Naszej Przyszłości”. Powołanie Związku oznaczało powstanie nowej organizacji politycznej niezależnej od konserwatystów i będącej odpowiedzią J. Bobrzyńskiego na zjednoczenie ruchu konserwatywnego. Po zerwaniu z obozem konserwatywnym, pojawiają się w publicystyce Bobrzyńskiego akcenty wyraźnie pro piłsudczykowskie. Zrezygnował z posługiwania się terminem „konserwatyzm”, zastępując je słowem „myśl państwowa”. Jego zdaniem piłsudczycy zasłużyli bardziej na legitymacje do rządzenia państwem niż konserwatyści, bowiem jako jedyne ugrupowanie niepodległościowe potrafiło nawiązać do tradycji „Naprawy Rzeczypospolitej”.
Ewolucję poglądów Bobrzyńskiego można tłumaczyć jego przeświadczeniem o sprzeniewierzeniu się przez konserwatystów ich własnej filozofii politycznej. Skoro konserwatyści nie zasługiwali już na to miano, a pułkownicy nauczyli się myśleć kategoriami państwowymi, to w istocie im przysługuje miano „prawdziwych konserwatystów”.
Dlatego też w marcu 1934 roku zmienił podtytuł pisma na „Trybuna polskiej myśli państwowej” i zrezygnował z propagowania idei zachowawczych. Było to wynikiem zmian w obozie konserwatywnym, stworzenia jednej organizacji, do której J. Bobrzyński już nie wstąpił.
Na łamach „Naszej Przyszłości” początkowo ukazywały się różne artykuły, jednak najwięcej miejsca redaktor naczelny poświęcał rozważaniom na temat konserwatyzmu. Była to głównie krytyka polityków zachowawczych za bezkrytyczną współpracę z rządem, której nie towarzyszyła żadna akcja propagandowa, mająca na celu wzmocnienie ideologii obozu zachowawczego. Jan Bobrzyński przez cały okres działalności politycznej stał na stanowisku, że konserwatyzm powinien rozwijać się w Polsce w całkowitej niezależności od obozu piłsudczykowskiego i powinien szukać własnych dróg wyjścia z marazmu organizacyjnego i programowego
Konserwatyzm Jana Bobrzyńskiego, ale nie tylko jego, także innych neokonserwatystów choćby tych skupionych wokół „Buntu Młodych” a późniejszej „Polityki”, był mniej doktryną a bardziej stylem uprawiania polityki. Szczególnie to widać w zakresie ich politycznych i społecznych zainteresowań. Byli oni świadomymi konserwatystami, a nie instynktownymi zachowawcami. Ich podejście nie było ideologiczne, motywowane popularnością, lecz charakteryzowało się długofalowością i miało na względzie realny poziom świadomości politycznej społeczeństwa. Konserwatyzm przedwojenny służył im za wzór, jeśli nie pod względem merytorycznym, to na pewno pod względem dyscypliny wewnętrznej oraz realnej, usilnej pracy umysłowej. Ich celem było wypracowanie wielkiego programu politycznego i przekonanie do niego opinii publicznej.
„Nasza Przyszłość” pod kierownictwem J. Bobrzyńskiego podjęła kilka samodzielnych inicjatyw, m.in. nawiązano kontakty z ukraińskimi kręgami prawicowo-konserwatywnymi. Jednakże dość szybko nastąpiła specjalizacja wokół zagadnień stosunków bilateralnych Polski z Niemcami, Czechosłowacją, Litwą i spraw polsko-ukraińskich. Wraz ze wzrostem ilości sympatyków pisma, pojawił się pomysł zorganizowania koła popierającego cele „Naszej Przyszłości”. Jan Bobrzyński sam opracował program jego działania. Wysunął w nim kolejno różne aktualne i podstawowe zagadnienia - od gospodarczych i ustrojowych począwszy, a na mniejszościowych i zagranicznych skończywszy. Dał tym samym inicjatywę do tworzenia sekcji, z których każda, najpierw w formie gruntownej dyskusji i na łamach miesięcznika w seriach artykułów prezentowała założenia teoretyczne zagadnienia, które następnie miały być wcielane w życie obmyślonym sposobem. Głównymi celami stawianymi sobie przez Związek Przyjaciół Polskiej Myśli Państwowej było […] naukowe opracowanie i propagowanie tez polskiej racji stanu, pracę nad wzmocnieniem moralnych walorów społeczeństwa przez podnoszenie ducha religijnego, pracę naukową w zakresie doskonalenia ustroju społecznego i gospodarczego i analizy polityki zagranicznej.
Dużo miejsca na łamach „Naszej przyszłości” J. Bobrzyński poświęcał sprawie stosunków polsko-ukraińskich. Uważał, że należy podjąć planową akcję i wytrwale ją kontynuować - głównym celem miało być pogodzenie obu narodów, co uważał za zadanie bardzo trudne, lecz możliwe.
Inną sprawą, której w latach trzydziestych Bobrzyński poświęcił wiele wysiłku i działań był projekt bloku państw środkowo-wschodniej Europy, tj. ścisłego sojuszu militarnego i gospodarczego Polski, Węgier, Litwy, Łotwy, Estonii, Rumunii, Jugosławii i Czechosłowacji, a więc państw położonych w trójkącie niebezpieczeństwa, między Bałtykiem, Adriatykiem a Morzem Czarnym, w celu stworzenia organizmu, który byłby na tyle silny, aby przeciwstawić się naciskowi Niemiec i Związku Radzieckiego. Zwracał jednocześnie uwagę, że państwom tym więcej grozi, niż z ich antagonizmów wynika. Osią, która skupiałaby ten zespół państw byłaby tzw. „żelazna belka” Warszawa - Budapeszt, jako naturalna konsekwencja historycznej przyjaźni polsko-węgierskiej.
W „Naszej Przyszłości” Jan Bobrzyński bardzo wiele miejsca poświęcał kwestiom ustrojowym. Problem uzdrowienia państwa żywo obchodził go przed 1926 rokiem. Ale dopiero na łamach „Naszej Przyszłości” publikował konkretne rozwiązania ustrojowe, które miały się stać lekarstwem na niedomagania ustrojowe państwa polskiego. Według J. Bobrzyńskiego chaos w Polsce wynika z pomieszania pojęć demokracji i gospodarki. Jego zdaniem egzystencja państwa zależy od zdrowych i racjonalnych zasad gospodarczych gwarantujących obywatelom trwałe źródła zarobku. Tymczasem ideologia demokratyczna swoimi ustawami i górnolotnymi frazesami głosi utopie socjalne twierdząc, [...] że im kto bardziej goły, tym bardziej szczęśliwy. Krytykowanie przez J. Bobrzyńskiego takich cech demokracji jak rewolucjonizm, kwestionowanie autorytetów czy rządy tłumu może świadczyć o tym, że odrzucał on rozumienie demokracji jako metody, która miałaby służyć do określenia porządku społecznego czy to pod kątem ideologii czy rzeczywistości. J. Bobrzyński widział w ustroju demokratycznym konkretną społeczno-ekonomiczną treść. Odrzucając formalne pojęcie demokracji jako równości wobec prawa i warunków zdobycia władzy uważał, że przystawanie konserwatystów na tak rozumianą demokrację świadczy o ich bezideowym oportunizmie.
Należy podkreślić, że na początku lat trzydziestych kwestie ustrojowe były sprawą palącą. Narastający kryzys państwa i przeciągające się prace nad nową konstytucją skłoniły J. Bobrzyńskiego do opublikowania na łamach „Naszej Przyszłości” głównych postulatów i tez, bez których spełnienia nowa konstytucja nie miała jego zdaniem większego sensu. Tam też powstał jej projekt, który był reklamowany jako projekt zachowawczy. Został on przygotowany przez Koło Przyjaciół Naszej Przyszłości i zawierał postulaty typowe dla konserwatystów. Konstytucja wedle tych postulatów powinna być ponadpartyjna i ponadklasowa. Musi liczyć się nie z dotychczasowym ustawodawstwem, prawem zwyczajowym czy innymi tego rodzaju kaprysami społeczeństwa, ale głównie z poczuciem sprawiedliwości i realnym interesem państwa. J. Bobrzyński zwracał także uwagę na konieczność dopasowania konstytucji do specyficznych warunków naszego kraju. Dlatego jego zdaniem nie ma sensu naśladowanie podstaw ustrojowych innych państw zachodnich. Ponadto konstytucja, która powstanie [...] powinna jasno i wyraźnie w całej pełni i w sposób absolutnie zdecydowany formułować normy ustroju i życia państwowego. Za podstawowy postulat skuteczności reformy uważał konieczność aprobaty prezydenta dla uprawomocnienia się ustaw. Była to pierwsza z trzech zasadniczych części reformy ustrojowej. Pozostałe to całkowite zrównanie sejmu i senatu oraz zmiana ordynacji wyborczej w kierunku głosowania na jednostki, a nie na listy, przy odmiennym sposobie konstytuowania senatu. Zmiany ustrojowe postulowane przez J. Bobrzyńskiego podobnie jak w kolejnych proponowanych przez niego rozwiązaniach oscylowały wokół korporacjonizmu lub solidaryzmu społecznego, a celem ich było wzmocnienie władzy wykonawczej poprzez rozszerzenie kompetencji głowy państwa.
W latach 1938‑1939 ukazały się na łamach „Naszej Przyszłości” trzy niewiele różniące się między sobą wersje Uproszczonego ustroju Państwa Polskiego. Tytułowe uproszczenie miało polegać na ograniczeniu do minimum naczelnych organów administracji państwowej przez redukcję ministerstw i skumulowaniu w każdym z nich odpowiednich podsekretariatów stanu dla poszczególnych działów.
Projekt Uproszczonego ustroju Państwa Polskiego przewidywał 16 norm ustrojowych, stanowiących zwartą całość zdolną nadać nowej konstytucji wyraźny i zdecydowany charakter. Jan Bobrzyński chciał w tych normach zebrać i uporządkować według zasad obiektywizmu i umiaru te wszystkie najważniejsze zagadnienia społeczne i gospodarcze, które stanowiły dotąd przedmiot najzacieklejszych walk partyjnych i klasowych, takich jak: wolność osobista, prawo własności, religia, rodzina, praca oraz cele życia gospodarczego, czyli kwestie kapitału i zarobku. Z założenia projekt ten odrzucał z jednej strony absolutną ideę demokracji, z drugiej zaś wykluczał wszelkie ustroje niewoli społecznej czy państwowej jako zrodzone ostatecznie z doktryny socjalistycznej.
Należy podkreślić, że przez cały okres pracy publicystycznej Jan Bobrzyński kładł szczególny nacisk na stworzenie społeczeństwa będącego podstawą silnego państwa. Zabezpieczenia egzystencji niepodległej Polski i jej mocarstwowej pozycji upatrywał Bobrzyński w zmianie nastawienia ducha społeczeństwa z defensywnego na ofensywny i to na każdym polu. Przy czym, mówiąc o „duchu ofensywy”, nie miał na myśli agresywności zbrojnej, ale zdecydowaną prężność w wiedzy naukowej, finansach i temu podobnych dziedzinach. Chciał stworzyć nowy typ Polaka, który zdusi w sobie kompleksy wyłącznej obrony, który potrafił będzie się zorganizować i posiądzie sztukę konsekwentnego rozwiązywania wszelkich zadań politycznych i gospodarczych na dłuższą metę.
Kończąc. Jego dorobek nie został doceniony przez współczesnych badaczy myśli politycznej, podkreślających wtórność jego myśli politycznej wobec postaw stańczyków. Nie do końca jest to usprawiedliwiona ocena. Bo jak podkreślał Jacek Bartyzel oryginalność Bobrzyńskiego na tle polskiego konserwatyzmu wolno upatrywać w tym, że o ile dominował w Polsce wyraźnie konserwatyzm organicystyczny i tradycjonalistyczny o silnym zabarwieniu antykapitalistycznym, o tyle samotnie reprezentował on indywidualistyczno-liberalną odmianę myśli zachowawczej. W odróżnieniu od swego arystokratyczno-intelektualnego otoczenia cenił cnoty mieszczańskie: pracowitość, przedsiębiorczość, zdolność do ponoszenia ryzyka. Bobrzyński był więc bez wątpienia prekursorem nowoczesnego konserwatyzmu w Polsce.
Jan Bobrzyński pozostawał na marginesie życia politycznego II Rzeczypospolitej. Jest on jednak doskonałym przykładem dostosowywania się konserwatysty do życia w nie konserwatywnym świecie. Jego pomysły na „urządzenie” Polski były nad wyraz ekscentryczne jak na tamte czasy, stąd był postrzegany jako fantasta, głoszący poglądy nie przystające do rzeczywistości. Czytając jego pisma odniosłem wrażenie, że był uważnym obserwatorem, potrafiącym jasno i dosadnie wyrazić swoje poglądy. Godny pozazdroszczenia jest jego sposób argumentacji. Jednak jego ogromna wrażliwość i brak skłonności do kompromisu sprawiły, że nie przebił się w życiu politycznym Drugiej Rzeczypospolitej, zdominowanej w większości przez interes grupowy poszczególnych partii politycznych
Jan Bobrzyński, mimo że obficie czerpał z dorobku stańczyków, nie chciał sprowadzać konserwatyzmu do ewolucjonizmu, czy mówiąc inaczej, metody umiarkowania. Był przekonany, że ograniczenie się zachowawców do roli hamulca pozbawia ich inicjatywy, która jest najważniejsza w każdym programie politycznym, gdyż daje możliwość kształtowania rzeczywistości. Dążył do stworzenia programu pozytywnego, w którym jasno określał cele i wskazywał na konieczność przejęcia inicjatywy politycznej. Taka postawa zaprowadziła go do wyrzeczenia się miana konserwatysty, przyjęcia innych określeń, wskazujących na pozytywny cel: mocarstwowość, obiektywizm gospodarczy, monarchizm. Akceptując część dorobku konserwatywnego negował jego metodę, narażając się tym samym na oskarżenia o zdradę ideałów. Była to jego zdaniem droga właściwsza od odrzucenia nowych wartości i starania się przywrócenia starego porządku przy pomocy rewolucyjnych metod. Uniknął tym samym brania na siebie ciężaru oskarżeń o arbitralność i utopijność swoich koncepcji. Jan Bobrzyński starał się za wszelką cenę odnaleźć swoje miejsce w historii, chcąc dorównać ojcu. Bywał skrajny w swych poglądach, ale miał kilka oryginalnych koncepcji, być może dlatego okrzyknięty został marzycielem, fantastą i doktrynerem. Zdawał sobie sprawę, że tylko wytrwałą pracą może doprowadzić swoje dzieło do skutku. I być może dlatego jego ulubionym mottem było: Bądź tą przegraną, której cel daleki, a która w końcu wygrywa na wieki.

1 komentarz:

Sebastian pisze...

Bardzo interesujący artykuł, tylko tak dalej!

zazajana.blogspot.com